środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 6

Matura coraz bliżej, więc coraz mniej czasu, dlatego rozdział był pisany w pośpiechu. Od razu się tłumaczę. Za te szczegółowe opisy na początku i interakcje(dla niektórych za szybkie, wiem) postaci, możecie winić dwie rzeczy. Po pierwsze, omawianie erotyków na lekcjach polskiego. Po drugie, nałogowe słuchanie przy pisaniu tego rozdziału piosenki: Fleur Blanche - Orsten(którą też polecam sobie przesłuchać :)). Koniec rozpisywania się, zapraszam do czytania i komentowania oraz do zostawiania linków do swoich opowiadań.
_____________________________________________________________________________

Obserwował wędrówkę każdej kropli wody spływającej po jej ciele. Nie przepuścił żadnej. Czas jakby stanął w miejscu, a droga pojedynczej kropelki ciągnęła się w nieskończoność. Z włosów spłynęła na obojczyk, by przemieścić się na ramię i powoli wędrować w stronę dłoni. Przebudził się dopiero usłyszawszy, w jego mniemaniu, huk, który powstał po uderzeniu kropli w drewnianą podłogą.

- Dobrze się czujesz? – spytała, siadając obok niego na łóżku i kładąc mu rękę na czole.

- Tak, wszystko ok. Teraz ja pójdę – wymamrotał i zniknął za drzwiami łazienki. Oparł się o nie plecami i odetchnął głęboko. Wziął zimny prysznic, aby ostudzić emocje. Jak to możliwe, żeby jedna dziewczyna tak na niego działała? Czyżby dopadło go dojrzewanie?

Gdy wyszedł z łazienki, ujrzał śpiącą po jednej stronie łóżka Elenę. Chyba po raz pierwszy od kiedy ją zna, wygląda tak niewinnie. Uśmiech zastygł na jej pełnych, różanych ustach, blade policzki okalał lekki rumieniec, a dostępu do jej jasnoniebieskich oczu broniła kaskada ciemnych rzęs. Fred zgasił światło i położył się na wolnej stronie łóżka. Odwrócił się w jej stronę i wyciągnął rękę w kierunku jej policzka, po czym pogłaskał go delikatnie. W trakcie, cały czas powtarzał sobie w myślach 'Stary, co ty wyprawiasz?'. Jego palce zjechały do jej ust. Przybliżył do niej swoją twarz. Dotarł do niego zapach truskawkowego szamponu. Złapał jedno pasemko jej włosów i podsunął sobie pod nos. W końcu uległ pokusie i musnął delikatnie usta Eleonory. Gdy ta poruszyła się niespokojnie, Fred szybko obrócił się w drugim kierunku, udając, że śpi.

Panna Cloers siedziała pod drzewem w swoim ogrodzie. Trawnik zrobił się pomarańczowy od opadłych liści, uroki jesieni. Nagle ktoś zasłonił jej oczy.

- Zgadnij kto - zaśpiewał urokliwy głos jej najbliższej przyjaciółki.

- Ana, przecież wiem, że to ty. Chodzisz jak słoń i słychać cię z drugiego końca miasta. - zaśmiała się Elena. Dziewczyna miała tak naprawdę na imię Annabelle, ale tak samo jak Eleonore, nie lubiła swojego imienia, więc prosiła by nazywano ją Ana.

- Oh, przymknij się - powiedziała z uśmiechem na twarzy, po czym przysiadła się do jasnowłosej.

Elena zamknęła oczy i położyła głowę na ramieniu swojej przyjaciółki, a za razem kuzynki. Wtem obraz jesiennego ogrodu zaczął się zmieniać. Nagle zrobiło się mrocznie i ciemno, jedynie płonące pochodzie dawały jakieś źródło światła. Nie czuła już obecności Any obok siebie. Zobaczyła jakiś ludzi w oddali, więc wstała i szybko tam podbiegła. Im bliżej była, tym więcej widziała. W pewnym momencie stanęła w miejscu i krzyknęła:

- Ana, nie!

Obudziła się szybko oddychając. Te wspomnienia czasów trzeciego roku, powracały do niej co noc w postaci koszmarów. Spojrzała na zegarek i było piętnaście minut po czwartej. Dopiero teraz sobie przypomniała, że nie jest sama w łóżku. Obróciła głowę i zobaczyła Freda ściskającego poduszkę, jakby to była największa miłość jego życia. Musiała przyznać, że poprawiło jej to humor. Zaśmiała się cicho i poszła do łazienki. Umyła się, przebrała w swoje ciuchy, rozczesała włosy i za pomocą różdżki zrobiła lekki makijaż. Gdy wyszła z łazienki, Fred już nie spał. Siedział na łóżku i przecierał oczy jak małe dziecko.

- Widzę, że śpiąca królewna się obudziła – zaśmiała się Elena, siadając obok niego na łóżku.

- Królewno? Już z rana próbujesz mi dogryźć? A miałem taki miły sen.

- Wiem o tym, ściskałeś tę poduszkę jakby twoje życie od tego zależało – ponownie zaśmiała się panna Cloers.

- No bo widzisz, taka jest różnica między wami… - zaczął przemowę i wziął ową poduszkę w dłonie. – Ona mnie nie osądza, nie wyśmiewa, nie droczy się ze mną. Dla kogoś takiego warto żyć.

Rozmawiali jeszcze ze sobą do momentu aż wybiła szósta. W końcu nadszedł czas, aby wkraść się do pokoju Gryfonów. Gdy tylko znaleźli się w Pokoju Wspólnym, Elena podziękowała za pomoc i pognała do swojego dormitorium z nadzieją, że jej współlokatorki jeszcze śpią. Dzieliła pokój razem z Lavender i Hermioną. Co do tej pierwszej to była pewna, że jeszcze znajduje się w objęciach Morfeusza, ale z panną Granger było inaczej, ponieważ jest ona rannym ptaszkiem. Otworzyła drzwi najciszej jak umiała i wśliznęła się do pokoju, starając się równie cicho zamknąć te drzwi. Gdy się odwróciła, krzyknęła. Położyła sobie ręce na klatce piersiowej, próbując uspokoić oddech.


- Raczysz nam powiedzieć gdzie byłaś całą noc?! – zapytała Granger stojąca z założonymi rękami tuż obok panny Brown.